WON!

Zorganizowane utrudnianie polowań zbiorowych staje się coraz powszechniejszym procederem praktykowanym przez przeciwników polowań. Jak grzyby po deszczu powstają lokalne inicjatywy „przeciw myśliwym” Co ciekawe każda taka „zadyma” cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem mediów. I często za kilkoma ekozadymiarzami przyjeżdżają wozy transmisyjne z ekipami telewizyjnymi znanych stacji, co jest zresztą zbędne, bo zieloni aktywiści potrafią sami zadbać aby relację można było śledzić w internecie i to na żywo.

Poza uniemożliwianiem przeprowadzenia polowania w takich przypadkach dochodziło do wielu zachowań mających na celu eskalację zdarzenia i sprowokowanie myśliwych do reakcji, którą można by było wykorzystać następnie przeciwko nim.

Oczywistym stała się więc konieczność uporanie się z problemem. A, że wykonywanie polowania jest legalne a przepisy wręcz zobowiązują myśliwych do realizacji planu łowieckiego. W każdym normalnym kraju celowe blokowanie polowania i uniemożliwianie wywiązywania się z obowiązku prawnego było by traktowane co najmniej jak wykroczenie i nie potrzebowało by żadnych dodatkowych przepisów prawnych by odpowiednie konsekwencje do blokujących polowanie wyciągnąć. Ktoś jednak uznał, że trzeba dać jasno do zrozumienia kto tu rządzi i umieścić w prawie łowieckim odpowiedni przepis z sankcją. Dopięliśmy swego mamy zapis. Niestety komuś zabrakło wyobraźni jakie będą tego konsekwencje.

Nasi przeciwnicy dostali pretekst do frontalnego ataku na myśliwych. Daliśmy im na tacy możliwość straszenia społeczeństwa wizją wyganiania ludzi z lasów i pól, a nawet z ich prywatnych działek. My wiemy, że nie o to chodziło, ale mleko się rozlało. Propagandyści drugiej strony doskonale to wykorzystali. I teraz przyjdzie nam za to zapłacić. Przepis zostanie doprecyzowany tak aby nie było wątpliwości co to znaczy celowe utrudnianie polowania. Jednak cena będzie wysoka. A będzie nią prawdopodobnie zwiększenie odległości możliwości strzelania od zabudowań do 200 m może nawet do 500 m jak postulują organizacje nam przeciwne.

W drugim przypadku oznacza to likwidacja dużej części łowisk. Rozproszona zabudowa podmiejska czy nawet pojedyncze wiejskie siedliska sprawią, że polowanie na takich terenach będzie niemożliwe. Wszystko pod pretekstem bzdurnej argumentacji o zwiększaniu bezpieczeństwa. A tak naprawdę jest to cena, którą musimy zapłacić politykom za uspokojenie opinii publicznej.

Dodatkowo kampania medialna może przyczynić się do zwiększenia ilości terenów które właściciele zdecydują się wyłączyć z obwodów łowieckich. I teraz można zadać sobie pytanie – Kogo tu kogo i skąd wyrzucił?

PRZECZYTAJ PEŁNĄ WERSJE / PRZECZYTAJ PEŁNĄ WERSJE

ZOBACZ TEŻ

Helion XP50

Testy

Termowizor Pulsar Helion XP 50 Paradoksalnie całoroczny okres polowań na lochy oraz konieczność ograniczenia liczebności dziczej populacji stawia przed etycznymi myśliwymi wyższe wymagania...



Zabijam więc jestem Autor: Zbigniew Ciemniewski

Z czym do lasu

Ostatnie tygodnie dyskusji o nowelizacji prawa łowieckiego w Polsce ujawniły dramatycznie niską jakość wiedzy o świecie, w którym żyjemy, o środowisku przyrodniczym, o łowiectwie, a...



Kolekcjoner

Retro

Można zaryzykować tezę, że łowiectwo jest tym, co nas jako gatunek uczłowieczyło. Pierwsze narzędzia powstały, aby skuteczniej polować. Pierwotny człowiek musiał współpracować,...



Między lufą a wilkiem Autor: Eugeniusz Pudlis

Przeczytaj

Jeleń na makatkach – symbol kiczu i bezguścia – odszedł do lamusa. Ale ten realny, buszujący w polskich lasach, przeżywa swoje apogeum. W ciągu ostatnich 12 lat podwoił swój...



© magazyn sezon 2016